III: Trzy punkty dla Łysicy
Dodane przez kamil1121 dnia Czerwca 02 2014 19:23:48
Treść rozszerzona
W swoim przedostanim meczu ligowym Łysica Akamit Bodzentyn pokonała w Kielcach rezerwy Korony 3:0. Spotkanie rozgrywane w ramach III ligi małopolsko-świętokrzyskiej mogło podobać się kibicom, którzy licznie stawili się na stadionie przy ulicy Szczepaniaka. Początek to wyrównana gra obu zespołów. Dominowała walka w środku pola. Pierwszą sytuację bramkową Łysica wypracowała sobie w 25 minucie za sprawą Mirosława Kalisty, piłka po jego uderzeniu przeleciała minimalnie obok słupka. Dwie minuty później doskonał okazji nie wykorzystał Szymon Michta, po podaniu Krystiana Płusy znalazł się oko w oko z bramkarzem Korony, ale jego próba lobu zakończyła się niepowodzeniem. W kolejnej akcji to Kielczanie zagrozili Łysicy (sytuacji sam na sam z Dymanowskim nie wykorzystał Hubert Laskowski). W 37 minucie okazję po podaniu Kamila Kobrynia miał Jakub Kotarzewski, lecz jego uderzenie z 11 metrów okazało się niecelne. Zawodnicy z Bodzentyna odpowiedzieli dwie minuty później, kiedy to w polu karnym piłkę przejął Szymon Michta ale i tym razem nie trafił do siatki rywali.

Druga połowa mogła zacząć się od mocnego uderzenia gospodarzy - Hubert Laskowski przegrał pojedynek z Tomaszem Dymanowski. Łysica odpowiedziała w 50 minucie, po podaniu Pawła Kiełbasy strzelił Krzysztof Trela, jednak niecelnie. 60 minuta okazała się przełomowa. Podanie Mirosława Kalisty wykorzystał Szymon Michta i posłał piłkę w długi róg bramki strzeżonej przez Mateusza Mazura. Gospodarze odpowiedzieli dwoma składnymi akcjami, na ich nieszczęście nie przyniosły one efektu bramkowego. Dwa kolejne gole dla Łysicy padły w 84 i 86 minucie. Pierwszego z nich zdobył Piotr Pawłowski, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego celnie uderzył głową. Druga bramka była autorstwa Mirosława Kalisty - oddał celny strzał z 16 metrów.

Tomasz Dymanowski, grający trener Łysicy:
- Nie pomylę się jeśli powiem, że było to spotkanie pełne paradoksów. Sytuacjami, jakie wypracowały obie ekipy można obdzielić niejeden mecz. Trzy bramki jakie padły to absolutne minimum. Korona miała ok. 8 stuprocentowych sytuacji do wpisania się na listę strzelców. My mieliśmy ich nieco mniej. Najważniejsze jest jednak to, że udało się je wykorzystać. Skończyło się naszą wygraną. Punkty pojechały do Bodzentyna. Cieszę się, że fart wrócił i w końcu nie dałem się pokonać. Przed nami ważny tydzień. Zostały dwa, a może nawet trzy pojedynki, jeśli oczywiście uda nam się wywalczyć awans do finału okręgowego Pucharu Polski. Musimy wygrać z Hetmanem Włoszczowa i Unią Tarnów u siebie. Innego scenariusza nie przewiduję.
Źródło: lysicabodzentyn.futbolowo.pl