Podsumowanie 2 kolejki IV ligi (foto, wideo)
Dodane przez bros186 dnia Sierpnia 19 2009 14:50:00
Nowym liderem został Alit Ożarów, który wysoko pokonał w Końskich zespół Neptuna. Niesamowite spotkanie odbyło się w Skarżysku-Kamienna gdzie zespół z Łagowa grając w ósemkę (!) zdobył zwycięzką bramkę w doliczonym czasie gry.

Z kompletem punktów jest także drugi beniaminek ze Stąporkowa, który pokonał bardzo mocną ekipę Sparty Kazimierza Wielka. Pięć zespołów nie zdobyło jeszcze żadnego punktu.

Więcej w rozwinięciu.


Treść rozszerzona
Wisła Sandomierz 1–2 KSZO II Ostrowiec Św.

Rzeszutek 90 - Brytan 34, Dybiec 56

Wisła: Jabłoński (75. Wiąk) - Z.Warzocha, Hawrylak, Cielebąk, Rzeszutek - Kapsa, Kotwa, Michalski (68. Rosowicz), Kodyra - Ziółek, Ogrodnik (57. Drozdowski).
KSZO II: Duda - Stachurski, Nowik, Rębowski, Gołasa – Basta (46. Nogaj), Michalski, Dybiec, Persona – Brytan (46. Dziadowicz) - J. Kapsa (65. Zdrojewski).

Mecz Wisły z rezerwami KSZO był bardzo ważny dla trenera Sławomira Kapsy, który w poprzednim sezonie prowadził drużynę z Ostrowca Świętokrzyskiego. Pierwsze minuty meczu zdominowali Wiślacy. Już w 5 minucie Michalski zdecydował się na samodzielną grę, ograł dwóch obrońców KSZO II, wbiegł w pole karne i ładnym technicznym uderzeniem trafił w słupek gości. Sandomierskim piłkarzom brakowało wykończenia akcji. Zawodnicy z Ostrowca w 28 minucie przeprowadzają błyskawiczną kontrę i strzelają bramkę. Autorem gola zostaje Sebastiana Brytana. Po kilku minutach gospodarze odpowiedzieli strzałem z rzutu wolnego, niestety uderzenia kapitana Wisły było zbyt słabe ponieważ Duda obronił je bez zdanych problemów. 

Po zmianie stron przeważali goście. Już dwie minuty po rozpoczęciu drugiej części meczu, groźny strzał głową oddał wprowadzony po przerwie Kamil Dziadowicz. W 56 minucie bramkarz Wisły zostaje po raz drugi pokonany. Indywidualną akcję przeprowadził Jakub Kapsa, który ograł trzech obrońców Wisły i podał piłkę Danielowi Dybcowi. Pomocnik KSZO II uderzył piłkę praktycznie do pustej bramki. Wynik 0:2 utrzymywał się do końca regulaminowego czasu gry. Wisłą grała do ostatniego gwizdka sędziego i strzeliła honorową bramkę w 92 minucie. Mariusz Kapsa podał piłkę do niepilnowanego Grzegorza Rzeszutka, który huknął z powietrza na bramkę KSZO II z ok. 18 metrów. Wiśle tego dnia zabrakło skuteczności, ponieważ stwarzała sobie dużo więcej sytuacji podbramkowych niż gospodarze. Spotkanie kończy się wynikiem 1:2 dla rezerw KSZO.

W pojedynku o piłkę Sebastian Brytan (z lewej) oraz Rafał Kodyra (fot. Bartek Łuczak).
Więcej zdjęć [TUTAJ]

Partyzant Radoszyce 2–0 Sparta Dwikozy

Maruszewski 24, Szamanek 76

Partyzant: Pastucha - Przygodzki, Maruszewski, Michalski, Bujakowski, Łuszczyński, Komisarski, Szymanek, Zagdan, Kluska, Strzałka.
Sparta: Cena – Drożdżal (65. Jabłoński), Niziołek, Bidas, Stępień - Krasoń (46. Knobelsdorf), Pierzchała (54. Gajda), Gaweł, Boleń, Hołody (73. Chmielewski) - Lebida.

Od samego początku spotkania gospodarze rzucili się do ataków. W pierwszym kwadransie goście mieli problem z opuszczeniem własnej połowy, a strzały miejscowych przechodziły obok bramki lub zostały blokowane przez obrońców i bramkarza przyjezdnych. Kilka minut później po jednej z bardzo niewielu sytuacji goście mogli wyjść na prowadzenie. Po szybkiej kontrze prostopadłą piłkę na 20 metrze otrzymał Maciej Lebida mijając bramkarza oddał strzał nad interweniującym obrońcą, ale również nad poprzeczką. W 24 minucie meczu po przejęciu piłki silny strzał z około 25 metrów oddał Dariusz Maruszewski zdobywając pierwszą bramkę. W ostatnich minutach I połowy Partyzant mógł podwyższyć prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego mocny strzał głową oddał Łuszczyński, a piłkę z linii bramkowej wybił zawodnik Sparty. Do szatni zespół z Radoszyc schodził z jednobramkowym prowadzeniem.

Tuż po wznowieniu gry dobry strzał głową oddał Michał Hołody a Tomasz Pastucha przeniósł piłkę nad poprzeczką. W kolejnych minutach gospodarze mieli kilka dobrych sytuacji do zdobycia bramki, po strzałach Tomasza Strzałki i Roberta Zagdana znakomicie interweniował Marcin Cena. W 76 minucie fantastyczne podania za plecy obrońców otrzymał Dariusz Szymanek i uprzedzając bramkarza gości zdobył drugą bramkę dla swojego zespołu. Partyzant przez całe 90 minut kontrolował spotkanie, a goście tylko dwa razy zagrozili bramcę Pastuchy. Tak niski wynik spotkania piłkarze Sparty mogą zawdzięczać tylko swojemu bramkarzowi, który wydawałoby się w stuprocentowych sytuacjach ratował swój zespół przed utratą bramki.

Neptun Końskie 0–4 Alit Ożarów

Kościelny 33, R. Buglewski 42, Stefański 70, Mianowany 84

Neptun: Sochaczewski (46. Ciszewski) - Żebrowski, Lachowski (78. Maćkowski), Wojna, Skoczylas - Banachowicz (72. Kosmal), Buras, Majewski, Jurek (57. Wrona), Sroka, Brzoza 
Alit: J. Rybus – Gierczak, Leptacz, Stefański, R. Buglewski (88.Czerwonka), Dryka, Pękalski, M. Buglewski, Głuch, Kościelny, Mianowany (84. Kiliański).

Żółte kartki: Żebrowski  – Dryka.
Sędziował: Artur Janaszek (Kielce).

Alit bez żadnych problemów pokonał drużynę z Końskich, która gra w tym roku w bardzo osłabionym składzie. W 33 minucie padła pierwsza bramka dla gości. Po prostopadłym podaniu R. Buglewskiego do Kościelnego bramkarz gospodarzy zderzył się swoim obrońcą i pozostawił pustą bramkę dla gracza Alitu. W 42 minucie po raz drugi dwójkowa akcja Kościelny, Buglewski. Strzelec pierwszej bramki wyprowadza kontrę, po 30 metrowym sprincie z piłką, zagrywa futbolówkę na 10 metr do pomocnika Alitu, który podwyższa wynik na 0:2. 

W drugiej odsłonie meczu padały również dwie bramki. W 70 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Stefańśki i pewnie strzela bramkę. Kibice zgromadzeni na mecz ujrzeli w końcówce meczu jeszcze jedną bramkę gości. Wynik na 0:4 ustala Mianowany strzelając bramkę po sytuacji „sam na sam”.

Spartakus Daleszyce 1–1 Łysica Bodzentyn

Pająk 55 - Francuz 39

Spartakus: Kołomański - Ryba, Mochocki, Mateusz Rubak (89. Korciński), Salwa (89. Siwonia), Michał Rubak, Pieżak, Otawski, Brzozowski (78. Jeziorski), Ogłoza (60. Banasik), Pająk.
Łysica: Dejworek - Kula, Lapot, Kosecki, Klamczyński, Kotwica, Bracik, Fancuz, Hejdenrajch (79. Kucała), Tchurz, Skwarliński (67. Słoń).

Łysica od pierwszego gwizdka pokazała, że przyjechała do Daleszyc po punkty. Gospodarze w I połowie nie zagrozili poważnie bramce strzeżonej przez Dejworka, za to znakomicie wyprowadzali kontry zwodnicy gości, które jednak nie przyniosły pozytywnego efektu w postaci bramki. Dopiero w 39 minucie pierwszą bramkę zdobył Wiesław Francuz wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. W końcówce spotkania goście kilka razy mogli zmienić rezultat, ale dobrze w bramce spisywał się Marcin Kołomański.

W drugiej połowie śmielej zaatakowali gospodarzy chcąć doprowadzić do wyrównania. Zaraz po wznowieniu gry mieli ku temu okazję, ale piłka po strzale zawodnika Spartakusa trafiła w poprzeczkę. W 51 minucie do wyrównania doprowadził Arkadiusz Pająk, który najpierw stracił piłkę a następnie naprawiając swój błąd oddał dobry strzał na bramkę Piotra Dejworka. Do końca spotkania obie drużyny miały po kilka sytuacji. Miejscowym jednak brakowało skuteczności, a ataki przyjezdnych zatrzymywał Kołomański, który od chwili straconej bramki był nie do pokonania.

Orlęta Kielce 2–1 Pogoń 1945 Staszów

Bętkowski 60, 75 – Sadłocha 70

Orlęta: Palka – Dziubel, Relidzyński, M. Zacharski, Bieniek, Bakalarz, Bąk (46. Niebudek), Kita, Wojtasiński (58.A. Zacharski), Bętkowski (89. Kundera), Urbanek (46. Brzeszcz).
Pogoń: Król – Starba, Mikoda, Merchut, Krakowiak, Rzepa (80. Baczewski), A. Walasek, Franus, Matyja, Sadłocha (71. Malec), Lesiak.

Pierwsza połowa wyrównana, obie drużyny nie paliły się do ataku. Pierwsza bramka padła dopiero w 60 minucie kiedy Bętkowski zdecydował się na strzał z 15 metrów. Goście już po 10 minutach wyrównali. Akcja lewą stroną, podanie w pola karne do wbiegającego Sadłochy, który się nie myli z najbliższej odległości i umieszcza piłkę w siatce. Kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy ul. Warszawskiej po pięciu minutach ujrzeli kolejną bramkę dla Orląt, kiedy to Bętkowski znalazł się „sam na sam” z bramkarzem gości. Strzelec pierwszej bramki położył Król i umieścił piłkę w pustej bramce.

Granat Skarżysko-Kam. 0–1 ŁKS Georyt Łagów

Michalczyk 90

Granat: Chadała – Derlatka, Jastrząb, Drożdżał, Kołodziejczyk, Wieczorek (46. Kocia), Brzozowski, K. Mróz (70. Białek), Dudek, Szyszka, Witkowski (84. Ruszkowski).
Georyt Łagów: Styczyński – Sadłowski, Zdybski, Czaja, Arczewski, Kamiński, Kołbuc, Wasik, Gardynik (78. Michalczyk), Bochniak (89. Dziarmaga), Brudek (65. Stępień).

Żółte kartki: Sadłowski, Czaja, Arczewski, Kołbuc, Gardynik.
Czerwone kartki: Czaja (62, druga żółta), Arczewski (86, druga żółta), Kołbuc (89, druga żółta).
Sędziował: Tomasz Biskup (Kielce). Widzów: 200.

Początek zmagania drużyn przebiegała z lekką przewagą Granatu. Około 20 minuty meczu dośrodkowanie zawodnika skarżyskiej drużyny próbował wykończyć Dudek, jednak jego uderzenie piłki głową trafiło w słupek. W następnych minutach to Łagów zaczął atakować, czego skutkiem było zdobycie bramki w 38 minucie meczu. Niestety arbiter główny bramki nie uznał.

Druga połowa meczu rozpoczęła się od śmiałych ataków ŁKS-u, które niestety skutecznie rozbijane były przez obronę Granatu. Przełomowym momentem meczu mogła się okazać 62 minuta meczu, w której arbiter główny wyrzuca z boiska zawodnika gości Kamila Czaję za drugą żółtą kartkę. W tym momencie dobrze zachowuje się trener Grzegorz Klepacz, który zmienia ustawienie zawodników. Kolejne minuty meczu podnosiły napięcie na trybunach, gdyż skarżyszczanie nie potrafili zorganizować żadnej zagrażającej bramce ŁKS-u akcji. To jednak nie koniec emocji - 82 minuta meczu, następny zawodnik drużyny przyjezdnej musi opuścić boisko za drugą żółtą kartkę. Piłkarze Granatu rzucają się do szaleńczych ataków jednak w drużynie przeciwnej broni po raz kolejny dobrze dysponowany Wojciech Styczyński. Dramatu jednak nie koniec. W 85 minucie spotkania kolejną żółtą w konsekwencji czerwoną kartę dostaje już trzeci zawodnik łagowskiego klubu Artur Kołbuc. W doliczonym czasie gry doszło do sytuacji, której niespodziewał się nikt. Goście grając w ósemkę (!) zdołali zdobyć zwycięzką bramkę i zgarnąć trzy punkty. Największym szczęśliwcem został Mariusz Michalczyk, który  wykorzystał wspaniałe podanie Michała Kamińskiego, ominął dwóch obrońców oraz bramkarza Granatu i wpakował piłkę do pustej bramki.

Niestety zawody piłkarskie w tym momencie przerywają pseudokibice ze Skarżyska, z których jeden wbiega na boisko i uderza siedzącego na ławce rezerwowych zawodnika gości, po czym sędzia główny kończy mecz.

Tomasz Biskup pokazał w tym spotkaniu aż trzy czerwone kartki zawodnikom gości (fot. Mariusz Busiek).
Więcej zdjęć dostępnych [TUTAJ].

Sparta Kazimierza Wlk 0–3 MKS Stąporków

Borycki 8, 31, samobójcza 48

Sparta: Jeziorek - Sobura (46. A. Idziak), Głąbicki, Radziszewski, Adamczyk, Mach (46. Malara), Banaszek, Krupa, Stępień (61. S. Idziak), Puchała (86. Gorgoń), Mirek.
MKS: Żyła – Iwanek, Pawłowski, Polakowski, Goraj, Kukuła (75. Janus), Ciekawski, Sinkiewicz (85. Plewniak), Staniec (61. K. Rzeszowski), Jedynak, Borycki (85. Jurczyk).

Pierwszy mecz na boisku w Kazimierzy Wielkiej nie był udany dla zawodników Sparty. W grze gospodarzy brakowało walki oraz sportowej złości. Już w 8 minucie po zamieszaniu w polu karnym piłkę do bramki skierował Daniel Borycki. Kolejna bramka dla gości padła w 31 minucie ponownie po strzale Boryckiego, piłka po rykoszecie wpadła do bramki.

Na drugą połowę Sparta wychodziła z nastawieniem odwrócenia losów spotkanie, jednak to nadal goście narzucali styl gry. Tuż po wznowieniu gry Stąporków zdobył trzecią bramkę. Po przejęciu piłki w środku pola oraz dośrodkowaniu z prawego skrzydła piłka odbijając się od głowy Adama Idziaka zmieniła tor lotu i wpadła po siatki. Gospodarze w końcówce spotkania mieli kilka dogodnych sytuacji do zdobycia bramki honorowej, ale dobre okazje zmarnowali Mariusz Głąbicki i Mateusz Malara.


Fragment meczu w Kazimierzy Wielkiej (fot. Marcin Domański).
Piaskowianka Piaski 1–2 Heko Czermno

Karasek 90 - Starościak 8, 20

Piaski: Rybiński - Bak, Albin(46. Łabądź), Dudek, Kupczyk, Wijas, Faryna, Osiński(46. Fatyga), Karasek, Iwański, Woliński(46. Przekaza).
Heko: Pyka - Morawski, Bartkowiak, Kolba, Majchrzak (77. Foks), Marcioch, Potęga, Adamczyk, Lech (65. Werner), Gałązka(73. Mazur), Starościak (89. Józefowski).

Mecz z Heko rozpoczął się fatalnie dla gospodarzy, bo już w 8 minucie rywale wyszli na prowadzenie. Po zbyt lekkim zagraniu piłki przez Pawła Dudka do własnego bramkarza, piłkę przejął Starościak i w sytuacji "jeden na jeden" nie dał szans Rybińskiemu. Kibice zgromadzeni na stadionie w Piaskach 12 minut później przeżyli istne "deja vu". Ten sam zawodnik będąc w narożniku pola karnego źle obliczył lot piłki i zamiast wybić futbolówkę poza pole gry, ponownie - tym razem głową - próbował zgrywać do własnego bramkarza. Gapiostwo defensora Piaskowianki ponownie wykorzystał Starościak, lobując naszego bramkarza i po 20 minutach gry było 0:2. Piaskowianka jeszcze przed przerwą mogła zmniejszyć rozmiary porażki, jednak świetnych piłek bitych przez Tomasza Faryne z rzutów rożnych i wolnych, nie potrafili na bramki zamienić Woliński i Iwański. Na 2 minuty przed zakończeniem pierwszej części gry urazu nabawił się Piotr Albin, a zaraz po nim boisko musiał opuścić Cezary Osiński. Jak się poźniej okazało, żaden z nich nie był w stanie kontynuować gry po przerwie.

Druga połowa to ogromna przewaga Piaskowianki, która co chwilę stwarzała sobie okazje do zdobycia bramki. Zaraz po przerwie znakomitą okazje zmarnował wprowadzony w przerwie Przekaza, który z bliskiej odległości nie potrafił pokonać bramkarza gości. Świetnie z prawej strony boiska rywali mijał Wijas i po jednym z jego ataków zakończonym strzałem, piłka wylądowała na poprzeczce bramki Heko. Piłkę dobijał głową Iwański, jednak niecelnie. Po jednej z akcji bardzo ruchliwego Wijasa, obrońca gości - wydawałoby się - faulował zawodnika gospodarzy i sędzia powinien wskazać na "jedenastkę". Sędzia jednak dopatrzył się symulacji zawodnika, co zakończyło się żółtym kartonikiem. Zawodnicy z Czermna w drugiej części ograniczali się tylko do sporadycznych kontrataków, jednak świetnie w takich sytuacjach interweniował Rybiński. Heko w drugich 45 minutach było tylko tłem dla ambitnie grających gospodarzy, jednak na efekt bramkowy trzeba było czekać aż do 90 minuty spotkania. W zamieszaniu podbramkowym najwięcej zimnej krwi zachował Artur Karasek, który z bliskiej odległości nie dał żadnych szans bramkarzowi gości. Po zdobyciu kontaktowej bramki Piaskowianka "rzuciła" się do rozpaczliwego ataku, jednak na kolejna bramkę zabrakło czasu.


[CompTable 90 M]